Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Leon Denis. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Leon Denis. Pokaż wszystkie posty

piątek, 14 czerwca 2013

Człowiek to tylko trzcina, ale trzcina myśląca



Niedawno dotarło do mnie, że muszę oddać książki do biblioteki. Kara za ich przetrzymanie rośnie, a portfel chudnie, więc w ostatnich dniach nadrabiam zaległe lektury ;-). Tak się zatem złożyło, że czytam aktualnie intrygującą książkę popularnonaukową pt. Kres ewolucji, autorstwa amerykańskiego geologa i paleontologa Petera Warda. I cóż tam ciekawego? Prastare skamieniałości, gady ssakokształtne, dinozaury, wielkie wymierania, wędrówki kontynentów, niewyobrażalne eony, przy których historia ludzka, liczona w kilku tysiącach lat, wydaje się krótsza niż mrugnięcie oka. Zadziwiające, jakim bogactwem życia tętni Ziemia od 570 milionów lat (wówczas wg autora pojawiły się pierwsze organizmy z dużymi szkieletami). Co ciekawe, życie to zawsze było i jest uzależnione od zmian klimatycznych czy choćby takich zdarzeń jak upadek planetoidy. Szczególnie przykra jest świadomość, że wystarczy kilkukilometrowy kawał skały, by zburzyć cały porządek, jaki panuje na Ziemi...




Życie to setki milionów lat ewolucji. W tym czasie żyły i ginęły nieskończone gatunki zwierząt, po których w większości nie zachował się żaden ślad. A jednak jest w tej niewyobrażalnej perspektywie czasu coś majestatycznego, co powoduje, że czuję się tak, jak przed paroma wiekami czuł się Blaise Pascal, gdy napisał:
„Kiedy zważam krótkość mego życia, wchłoniętego w wieczność będącą przed nim i po nim, kiedy zważam małą przestrzeń, którą zajmuję, a nawet którą widzę, utopioną w nieskończonym ogromie przestrzeni, których nie znam i które mnie nie znają, przerażam się i dziwię, iż znajduję się raczej tu niż tam, nie ma bowiem racji czemu raczej tu niż gdzie indziej, czemu raczej teraz niż wtedy… Kto mnie tu postawił? Na czyj rozkaz i z czyjej woli przeznaczono mi to miejsce i ten czas?... Memoria hospitis unius diei praetereuntis („Pamięć przejeżdżającego gościa jednodniowego”) [1].
W czasach Pascala chrześcijanie wierzyli, że Ziemia liczy sobie kilka tysięcy lat, później geologowie uznali, że może mieć nawet 5 milionów lat. Dziś wiemy, że dzieje naszej planety to 4,5 mld lat… Ciekawe co powiedziałby na to autor Myśli
Ewolucja to doprawdy niezwykły proces. A na jej końcu oczywiście człowiek - istota świadoma, twórca cywilizacji, który jako pierwszy zadał pytanie o swoje pochodzenie i cel istnienia. Mimo fizycznej słabości odczuwamy swoją wyjątkowość. Z jednej strony pozostajemy uzależnieni od materialnych, zwierzęcych warunków życia, a z drugiej ciągle dążymy do uniezależnienia się od nich i zwracamy się ku niebu. Jest istotnie jakaś wielkość w człowieku. Dostrzegał ją spirytystyczny myśliciel Leon Denis (1846-1927), który również miał świadomość ogromu i nieskończoności wszechświata, aczkolwiek to ostatnie nie wzbudzało w nim strachu czy poczucia zagubienia:

„Czy widzisz w niebiosach te promienne gwiazdy, te słońca nieprzeliczone, w cudownym obiegu pociągające za sobą świetlane korowody planet? – pytał w dziele Po co żyjemy? – Ileż wieków trzeba było dla ich utworzenia! Ileż wieków przeminie, zanim się rozpadną! Nadejdzie przecież taki dzień, kiedy wszystkie te światła zagasną, zanikną te olbrzymie światy, a miejsce ich zajmą nowe globy, inne rodziny gwiazd płynących w przestworzach. Nic nie pozostanie z tego, co widzisz teraz. Wicher przestrzeni zmiecie na zawsze pył zużytych światów, ale ty, ty żyć będziesz ciągle, postępując wiecznie naprzód pośród odnawiającego się bezustannie wszechświata. Czym więc będą wtedy cienie i troski teraźniejszości dla twojej duszy, wyrosłej i oczyszczonej? Nikłe zdarzenia naszej podróży zostawią w głębi pamięci zaledwie wspomnienia – słodkie lub smutne. Wobec nieskończonych horyzontów nieśmiertelności dzisiejsze nieszczęścia, przeżyte próby, będą niczym przelotne chmurki na jasnym niebie”[2].
Jeśli można doszukiwać się piękna w doktrynach i systemach filozoficznych, to moim zdaniem spirytyzm ma w sobie takie piękno. Uważam, że tak jest ze względu na zawarty w nim ideał człowieka zmierzającego do doskonałości przez naukę, pracę i odważne zmagania z próbami i cierpieniem na Ziemi. A przy tym w jego antropocentryzmie nie zatraca się ta niezwykła, zajmująca umysł kosmiczna perspektywa.



[1] B. Pascal, Myśli [205], Warszawa 2008, s. 119.
[2] L. Denis, Po co żyjemy?, Warszawa 2011, s. 36.

piątek, 12 października 2012

Pomyśl o sobie


Spirytyzmowi przyświeca ideał doskonalenia ludzkości, które winno wyrażać się w postępie moralnym i intelektualnym. Nie da się jednak osiągnąć tego celu, jeśli nie zaczniemy wprowadzać zmian od siebie. Ale i to jest trudne, albo zgoła niemożliwe, jeśli wpierw nie podejmiemy trudu POZNANIA samego siebie.

Zadajmy sobie parę pytań:

- Czy nie idziemy przez życie po omacku? 

- Czy znamy cele naszego życia?

- Jeśli nie szukamy ich  w zewnętrznych autorytetach, to czy przynajmniej nie próbujemy nadać ich sobie sami?

Francuski spirytysta Leon Denis napisał kiedyś: „Nie znając swego przeznaczenia, krążąc między przesądem a błędem, człowiek przeklina życie. Uginając się pod brzemieniem zrzuca na bliźnich przyczynę doznawanych nieszczęść, klęsk, które przeżywa, a które często sprowadza jego własna nieostrożność. Buntując się przeciw Bogu, oskarża go o niesprawiedliwość, w szaleństwie i rozpaczy ucieka nieraz z placu walki zbawczej, która jako jedyna mogła wzmocnić jego duszę, rozjaśnić sąd i przygotować go do prac wyższego rzędu” (L. Denis, Po co żyjemy?, Warszawa 2011).

Żyjemy w świecie, który stale odczuwa dominację materii. Ta ogranicza nasze zdolności, hamuje dążenia do ideału oraz porywy ku dobru. Dlatego, aby zrozumieć rację życia i dojrzeć prawo kierujące rozwojem duszy, musimy wznieść się ponad drobiazgi istnienia, wyrwać umysł z toku rzeczy materialnych i przemijających, które zaciemniają nasz osąd. „Wysiłkiem woli opuśćmy na chwilę Ziemię, wedrzyjmy się na te potężne wyżyny. Ze szczytu ich ujrzymy roztaczającą się przed nami nieogarnioną panoramę wieków bez liczby i przestrzeni, bez granic. Żołnierz zagubiony w tłumie widzi tylko zamęt dokoła siebie, ale generał dostrzega wszystkie szczegóły bitwy, oblicza i przewiduje rezultaty; podróżnik zbłąkany w zakątkach terenu nie dostrzega właściwego kierunku, lecz wszedłszy na górę, orientuje się w całokształcie okolicy – tak samo dusza ludzka z tych szczytów dokąd się wzbiła z dala od ziemskiej wrzawy i ciemnych nizin, odnajduje harmonię powszechną. Co z dołu wyglądało sprzecznie, niezrozumiale, niesprawiedliwie, widziane z góry rozjaśnia się i wiąże w całość; prostują się zakręty drogi, uwydatnia jednolitość, przed olśnionym duchem ukazuje sie majestatyczny ład rządzący biegiem istnień i pochodem światów” (L. Denis, Po co żyjemy?, Warszawa 2011, s. 25).

Przyjrzymy się życiu z bliska, takiemu jakie jest. Jeśli będziemy świadomi, dojrzyjmy iluzje oraz rzeczy, którym nadajemy dużą wartość, a które w rzeczywistości nie mają znaczenia. Może wtedy przestaną targać nami złe emocje i sami chwycimy za ster naszego życia.



Bardzo dobrze, bardzo dobrze

A teraz coś z innej beczki. Inspirująca historia, którą znalazłem w pięknej książce Anthony’ego de Mello, pt. Śpiew Ptaka:

W pewnej wiosce rybackiej panna miała dziecko.
Zmuszona biciem wyjawiła wreszcie, kto jest ojcem dziecka: mistrz zen,
który całymi dniami medytował w świątyni w pobliżu wioski.
Rodzice dziewczyny i liczne grono wieśniaków poszli do świątyni,
przerwali brutalnie rozmyślanie mistrza, wyzwali go od obłudników i powiedzieli,
że ponieważ jest ojcem dziecka, powinien wziąć na siebie odpowiedzialność
za jego utrzymanie i wychowanie. Mistrz rzekł tylko:
- Bardzo dobrze, bardzo dobrze ...

Kiedy sobie poszli, podniósł z ziemi dziecko i wszedł w finansowe porozumienie
z pewną kobietą we wsi, aby się dzieckiem zaopiekowała, ubierała je i karmiła.
Reputacja mistrza spadła do zera. Już nikt nie przychodził do niego po jakąkolwiek naukę.
W rok po zaistnieniu tej sytuacji dziewczyna, która urodziła dziecko,
nie mogła znieść jej dłużej i wreszcie wyznała, że powiedziała nieprawdę.
Ojcem dziecka był chłopak z sąsiedniego domu.
Rodzice dziewczyny i wszyscy mieszkańcy wsi zawstydzili się.
Upadli do nóg mistrza i poprosili go o przebaczenie oraz by oddał dziecko.
Tak też mistrz uczynił. A wszystko, co powiedział, to było:
- Bardzo dobrze, bardzo dobrze ...

sobota, 8 września 2012

Jedno pytanie, trzy odpowiedzi?

Półtora wieku minęło odkąd Allan Kardec powiedział, że spirytyzm będzie naukowy, albo nie będzie go wcale. Współcześnie ów aspekt naukowy (albo doświadczalny) nadal pozostaje ważny, ale istotna jest także nasza postawa moralna (zasady etyczne i to jak wcielamy je w życie) oraz filozoficzna (epistemologiczna i ontologiczna). Nie powinniśmy przy tym lekceważyć takiego uzasadniania naszych poglądów, aby było rzeczowe i odwoływało się do rozumu. Nawet jeśli w dalekiej Brazylii spirytyzm przybrał już formę religijną i mogłoby się wydawać, że hasło Allana Kardeca zostało sformułowane nazbyt rygorystycznie, dziś nadal mamy obowiązek powiedzieć przynajmniej, że spirytyzm będzie przemyślany, albo nie będzie go wcale.

Każdy człowiek, który pragnie, aby jego ogląd rzeczywistości opierał się na mocnych fundamentach, powinien przybrać otwartą i aktywną postawę poznawczą. Popełniamy błąd, jeśli w rozmowach z innymi ludźmi i w naszych lekturach szukamy tylko takich informacji, które potwierdzają nasze opinie. Warto zapoznać się z argumentami, które w nie godzą. Czemu nie? Człowiek wierzący powinien znać racje ateisty, a materialista który traktuje serio własne przekonania, winien znać postawę spirytualisty. Jak można świadomie wyznawać liberalne poglądy, nie wiedząc czym jest konserwatyzm?

Podobnie jest ze spirytyzmem. Pytania, na które odpowiada spirytyzm, zadawało już wielu. Spirytysta musi mieć świadomość, że ludzie czasami znajdowali na nie rozmaite odpowiedzi. Wychodzę z założenia, że światopogląd dojrzały to wynik procesu ciągłego korygowania swoich poglądów, skutek ścierania się argumentów i kontrargumentów, rezultat namysłu i nieustanny proces zbliżania się do prawdy. Dlatego dzisiaj podzielę się z wami różnymi odpowiedziami na podstawowe pytania dotyczące spirytyzmu: czy zjawiska mediumiczne są faktem? Czy istnieje życie po śmierci? Uprzedzam, że nie są to odpowiedzi łatwe. Czasami potrzeba dłuższego czasu, sporego wysiłku i cierpliwości, aby uzyskać pewność.



Fot. 14. Charles Richet - francuski fizjolog, laureat Nagrody Nobla z 1913 r. za badania nad anafilaksją (rodzaj reakcji alergicznej). Wniósł poważny wkład w rozwój badań nad zjawiskami mediumicznymi. Wprowadził do literatury fachowej termin "metapsychika". Metapsychika była nauką badającą zjawiska mechaniczne lub psychiczne, które mogłyby zostać wywołane przez istoty inteligentne (np. duchy) albo mające swoje podłoże w nieznanych zdolnościach umysłu ludzkiego. Po II wojnie światowej w jej miejsce upowszechniła się nazwa parapsychologia.

 
Cofnijmy się na chwilę do drugiej połowy XIX wieku. Epoka pary i elektryczności, przełomowych odkryć i wielkich wynalazków. Epoka, w której Charles Dickens, Fiodor Dostojewski i Bolesław Prus napisali swoje najlepsze dzieła, a gospodynie domowe nie miały pojęcia co to są harlequiny i Moda na sukces; czasy, w których ośmiogodzinny dzień pracy był niespełnionym marzeniem, w Rosji rządził car, a Niemcy nadal mieli ochotę iść na wojnę :) . Po ulicach wielkich miast jeździły tramwaje konne i prędzej można było ujrzeć na nich uczciwego polityka niż automobil (który wtedy przypominał jeszcze powóz bez konia). I tak się złożyło, że akurat wtedy spirytyzm cieszył się ogromnym zainteresowaniem w społeczeństwie. Fenomeny spirytystyczne fascynowały po prostu wszystkich: literatów, artystów, naukowców, duchownych, wojskowych, lekarzy i dziennikarzy. Każdy pragnął odpowiedzi, ale nie każdemu starczyło zapału. Pojawiła się jednak pewna nowość, której nie uświadczymy we wcześniejszych okresach historycznych - na całym świecie pojawiły się komitety badawcze i towarzystwa naukowe zrzeszające osoby zainteresowane badaniem zjawisk parapsychicznych. Nową naukę, która wzięła na siebie to zadanie, nazwano metapsychiką.

Ci, którzy na poważnie zajęli się spirytyzmem mieli oczywiście rożne predyspozycje do zajmowania się tym tematem. Niektórzy byli naiwniakami, inni wszędzie węszyli podstęp. Część miała umysł ścisły i praktyczny, pozostali byli emocjonalni i szukali sensacji. Do tego dochodzili fanatycy religijni, którzy wprawdzie uznali same zjawiska, ale byli zarazem przekonani, że przez media nie przemawiają duchy, lecz sam Szatan (jakby nie miał czegoś lepszego do roboty), a gdy ten jest akurat zajęty, z chęcią wyręczają go demony.

Aby rozeznać się w tej rozmaitości ludzkich postaw i przekonań, pozwolę sobie przedstawić prosty, ale przydatny podział grup zajmujących się spirytyzmem. Mimo upływu czasu można go uznać za obowiązujący do dziś:

1) Sceptycy - Niektórzy doświadczyli zjawisk mediumicznych, ale obserwowali je w warunkach tak niedogodnych, że woleli wstrzymać się z opinią uznającą ich realność, choć z drugiej strony nie przeczyli jej (dobrym przykładem jest Maria Sklodowska-Curie). Inni widzieli same oszustwa i zdarzało się, że zrażeni szalbierstwami wszczynali głośne kampanie przeciwko spirytyzmowi. Pozostali - jak Michael Faraday, który zajmował się m.in. fenomenem wirujących stołów - sądzili, że nie trzeba odwoływać się do hipotezy duchów czy domniemanych zdolności parapsychicznych, aby wytłumaczyć zjawiska mediumiczne. Oprócz tego wypada wspomnieć ogromną rzeszę ludzi, którzy opinię o spirytyzmie i parapsychologii zaczerpnęli z drugiej ręki i nie zamierzali zajmować się sprawami, które w ich przekonaniu są niemożliwe.


(zob. P. Heuze, Czy umarli żyją? Ankieta o stanie obecnym nauk metapsychicznych, Warszawa 1925)

2) Metapsychicy (dziś: parapsycholodzy) - Wielu specjalizowało się w uznanych dyscyplinach naukowych jak fizyka, chemia czy psychologia. Ci panowie (i panie) poświęcili lata, a nierzadko i karierę na badania zjawisk, które następnie uznali za prawdziwe i dowiedzione. Większość nie uważa jednak fenomenów mediumicznych za skutek działania Duchów, lecz za szczególną zdolność ludzkiego organizmu do:
a) otrzymywania informacji poza znanymi obecnie drogami percepcji (postrzeganie pozazmysłowe);
b) do psychicznego oddziaływania na przedmioty, które można przemieszać w przestrzeni albo zmieniać ich pierwotny kształt (psychokineza).

Część badaczy przekonała się wprawdzie, że życie trwa dalej po śmierci fizycznej, ale woleli nie afiszować się ze swoimi przekonaniami, aby nie zrażać "prawowiernych" uczonych. Stało się tak dlatego, że metapsychika od początku walczyła o uznanie ze strony środowiska naukowego i borykała się z problemem pozyskiwania funduszy na badania. Inni uczeni przyjęli hipotezę spirytystyczną po prostu jako jedno z możliwych wyjaśnień zjawisk parapsychicznych.

3) Spirytyści - wśród zwolenników hipotezy spirytystycznej znajdziemy uznanych uczonych (jak Camille Flammarion, sir Oliver Lodge czy Gabriel Delanne), popularnych dziennikarzy i literatów (Arthur Conan Doyle, William Thomas Stead), jak również zdolnych samouków (Leon Denis) i pedagogów (Allan Kardec). A obok tego było i nadal jest wśród spirytystów bardzo dużo zwyczajnych, szarych ludzi wykonujących rozmaite profesje (np. ja i moi przyjaciele z Polskiego Towarzystwa Studiów Spirytystycznych :) ), którzy po prostu znaleźli w spirytyzmie pocieszenie, nadzieję, a przede wszystkim praktyczną filozofię życiową - odpowiedź na własne rozterki światopoglądowe, która może pogodzić rozum i serce.

A co Ty sądzisz? Wybór należy do Ciebie. Najważniejsze, żeby był świadomy :)

Fot. 15. Dobrze to przemyśl!



 
(podstawy filozofii spirytystycznej - polecam!)





niedziela, 2 września 2012

na początek...

Witajcie!

Na tym blogu będę opowiadać o mojej pasji, która towarzyszy mi od ładnych paru lat - czyli o spirytyzmie. Notki będę zamieszczać regularnie (min. raz na tydzień), więc nie powinno być nudno :)

Co to jest spirytyzm?

Spirytyzm to system filozoficzny, który został zapoczątkowany ponad 150 lat temu przez francuskiego naukowca i pedagoga Allana Kardeca (czyli tego poważnego faceta z wąsikiem na zdjęciu).



Spirytyzm nie ogranicza się wcale do wirujących stolików czy seansów z kieliszkiem (a skoro już mowa o kieliszkach, ze spirytusem też nie ma nic wspólnego). Spirytyzm odpowiada na wiele egzystencjalnych pytań, a przede wszystkim umożliwia pozyskiwanie wiedzy o tym, co spotka nas po śmierci. Oznacza to, że wiedza spirytystyczna niesie ze sobą konsekwencje naukowe, etyczne i religijne, o których w przyszłości opowiem więcej.

                                                 (krótkie wprowadzenie do spirytyzmu)

Jak poznałem spirytyzm?

 Bardzo prozaicznie. Nie chodziłem na żadne seanse z mediami, które wpadały w trans i zaczęły popisywać się znajomością wymarłych języków. Nie komunikowałem się z duchami przy pomocy tabliczki ouija czy innych podobnych sprzętów. Po prostu pewnego słonecznego popołudnia, będąc jeszcze studentem drugiego roku historii, zajrzałem do antykwariatu w poszukiwaniu książek. Zamiast podręcznika akademickiego, który miał mi pomóc przygotować się do egzaminu, trafiłem tam na dzieło francuskiego spirytysty Leona Denis, pt. Życie po śmierci. Wykład nauki duchów. Książka została wydana w Katowicach w 1924 roku i może nie zwróciłbym na nią szczególnej uwagi, gdyby nie dedykacja na pierwszej stronie, która zainteresowała mnie na tyle, że postanowiłem przeczytać całość. Potem sięgnąłem do innych lektur i zdecydowałem, że poświęcę się zgłębianiu wiedzy spirytystycznej.

 Poniżej zamieściłem wam zdjęcie, abyście - w ramach zadania z neografii - sami mogli przeczytać dedykację :) (może i was zachęci ona do studiowania spirytyzmu)

Fot.1. Moja pierwsza książka spirytystyczna

Fot. 2. Dedykacja na pierwszej stronie. Potrafisz ją odczytać? :)



Wam również polecam, aby zdobywanie wiedzy spirytystycznej zacząć od książek, ewentualnie wykładów, które są coraz łatwiej dostępne w internecie.
W spirytyzmie wcale nie są najważniejsze spotkania mediumiczne, lecz zdobywanie wiedzy, praca nad swoim rozwojem i pomoc bliźnim - jest to wspaniała nauka, która niesie pocieszenie i ukojenie milionom ludzi na świecie. Ale o tym innym razem...


Miłego dnia :)



Tagi: duchy, dusza, spirytyzm, Kardec