Pokazywanie postów oznaczonych etykietą duchy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą duchy. Pokaż wszystkie posty

piątek, 27 listopada 2015

Duch Fishera

Wydarzenia te miały miejsce w Australii i są dobrze znane wśród mieszkańców tej części świata. Historia ta zwykle występuje pod tytułem „Duch Fishera”, a przebieg jej jest następujący:

„Wiele lat temu, wolny osadnik* nazwiskiem John Fisher z powodzeniem uprawiał nadaną mu połać ziemi i było wiadomym, że jest posiadaczem znacznej sumy pieniędzy. Pewnego dnia Fisher wyruszył do miasta na targ, gdzie zwykł naprawiać sprzęt rolniczy i produkować go na sprzedaż. Wtedy widziano go ostatni raz.

Jego znajomi zaczęli go szukać, ale główny pracownik Fishera, a właściwie jego zastępca na farmie, który pracował dla niego od wielu lat, oświadczył, że jego pan opuścił kolonię ze względu na interesy i oczekuje jego powrotu za kilka miesięcy. Ponieważ człowiek ten był znany jako zaufany robotnik Fishera, ludzie uwierzyli w jego słowa, chociaż kilka osób wyrażało zaskoczenie nagłym i sekretnym wyjazdem osadnika.

Czas płynął, a Fishera uznano za zaginionego. W międzyczasie jego zastępca kierował farmą i swobodnie obracał pieniędzmi. Gdy czasami pytano go o właściciela farmy, zdawał się być zaskoczony opóźnieniem jego powrotu i sprawiał wrażenie, że ciągle na niego czeka.
Kilka miesięcy później osadnik z sąsiedztwa wracał do domu z targu. Działo się to w sobotę, późną nocą. Znajdował się właśnie w odległości pół mili od domu Fishera i gdy przejeżdżał obok płotu oddzielającego farmę od drogi, wyraźnie dostrzegł mężczyznę siedzącego na ogrodzeniu. Natychmiast rozpoznał w nim postać oraz cechy swego zaginionego sąsiada. Błyskawicznie zatrzymał się i zawołał go głośno po imieniu, ten jednak zsunął się z ogrodzenia i skierował w stronę domu, drepcząc powoli przez pole w tym kierunku. Osadnik stracił go z oczu w mroku, po czym ponownie ruszył w podróż. Po powrocie powiedział swojej rodzinie i sąsiadom, że widział Fishera i mówił do niego. Tymczasem pracownik Fishera oznajmił, że jego pan jeszcze nie przyjechał. Udawał, że śmieje się z historii opowiedzianej przez osadnika i sugerował, że ten prawdopodobnie za bardzo pofolgował sobie z alkoholem, gdy był na targu.

Owo dziwne zjawienie się Fishera siedzącego na płocie i podążającego w stronę swego domu obudziło jednak podejrzenia wśród sąsiadów, którzy nalegali, by policja natychmiast rozpoczęła szczegółowe dochodzenie.

Grupa śledczych wzięła ze sobą starego i bystrego tubylca. Gdy przemierzali zarośla odkryli polano, na którym zobaczyli ciemną, brązową plamę. Wtedy tubylec zbadał przedmiot i od razu oświadczył, że jest to „krew białego człowieka”, po czym bez żadnego wahania pobiegł w kierunku stawu znajdującego się niedaleko domu. Krążył w przód i w tył w pobliżu stawu jak pies podążający za tropem i wreszcie, wziąwszy drąg od jednego z osadników, wbił go w ziemię w jednym lub w dwu miejscach, po czym dodał: „Biały człowiek jest tutaj”. Miejsce natychmiast rozkopano i odkryto zwłoki, które zidentyfikowano jako szczątki Johna Fishera. Jego czaszka była rozbita. Ciało najwyraźniej zakopano wiele tygodni wcześniej.

Pracownik Fishera został natychmiast aresztowany i osądzony w Sydney. Proces był poszlakowy, jednak dowody okazały się wystarczające, by orzec jego winę, choć człowiek ten zapewniał o swojej niewinności i zachowywał zimną krew. Skazano go na śmierć, a przed egzekucją złożył obszerne wyjaśnienia, w których przyznawał się do winy".

** Przez pierwsze dziesięciolecia osadnictwa europejskiego Australia funkcjonowała jako kolonia karna.

Źródło: H. Carrington, True Ghost Stories, New York 1915


Zobacz też:

niedziela, 31 sierpnia 2014

Życie i filozofia duchów



„W przeciwieństwie do tej pozbawionej nadziei i rozpaczliwej wizji my, którzy wierzymy w istnienie świata ducha, możemy spoglądać na cały kosmos, jak na jedną niepodzielną całość, której wszystkie części służą rozwojowi duchowych istot zdolnych do wiecznego życia i doskonałości”.

A.R. Wallace


Filozofowie i przyrodnicy od dawna spierają się o to, czym jest życie i jaka jest jego geneza. Jedni uważają, że powstało spontanicznie, kiedy materia nieożywiona przekształciła się w ożywioną. Inni są zdania, że źródłem życia jest stwórcze działanie Boga. Według uczonych materialistów i redukcjonistów, życie powstało przez przypadek, natomiast teiści uważają, że jest ono wynikiem celowego działania zgodnie z planem Stwórcy, zainicjowanym przed miliardami lat. Doktryna spirytystyczna, która w kodyfikacji Kardeca i pismach jego następców wypowiada się na temat własności bytu, materii i ducha, bezpośrednio odnosi się do problemu życia i jego celowości. W sporze między ujęciem mechanistycznym, które klucza do rozwikłania zagadki życia poszukuje w przejawach materii nieożywionej, a witalistycznym kierunkiem zakładającym, że stanowi ono coś odrębnego i nie można zredukować go do zjawisk fizyko-chemicznych, spirytyzm opowiada się po stronie tego drugiego.

Filozofia duchów utrzymuje, że życie ma sens i nie powstało przez przypadek. Stwierdzenie, że życie ma sens oznacza, że posiada ono dwa atrybuty: wartość oraz znaczenie. Dodajmy do tego celowość. Naukowcy zajmujący się naukami przyrodniczymi, analizując zjawisko zwykle nie pytają o jego sens. Przyjęło się uważać, że pytanie „dlaczego?” zadaje filozof lub teolog, natomiast przyrodnik zapyta: „jak?”. Ludzie starają się jednak wykroczyć poza wąskie rezultaty badań naukowych i dążą do wypracowania szerszego oglądu rzeczywistości. Prawo do zadawania pytań o sens i cel życia bierze się z naszej immanentnej potrzeby zrozumienia świata, zawiera się w naszej ludzkiej naturze i jako takie jest uprawnione i niezależne od jakichkolwiek konwencji przyjętych w metodologii badań naukowych. Jakie są argumenty za tezą, że życie ma sens?

Zdaniem chemika Maxa Thürkaufa (1925-1993) życia nie można zrozumieć przykładając do niego tę samą miarę, co do zjawisk badanych przez fizyków i chemików: „W przeciwieństwie do fizykalnych sił polowych i chemicznych połączeń, istoty żywe nie mogą być rozkładane na najmniejsze cząstki, ponieważ znika wtedy to, co jest rozstrzygające dla życia, mianowicie życie”[1].    J. Guitton twierdzi z kolei, że życie skłania materię do spontanicznej organizacji i ciągłego przechodzenia do bardziej złożonych i uporządkowanych stanów. Wynika z tego, że „w każdej cząsteczce, w każdym atomie, w każdej drobinie, w każdej komórce żyje i działa nieznana wszystkim Wszechobecność. Z filozoficznego punktu widzenia oznacza to, że wszechświat posiada oś, i co więcej, posiada sens. Ten głęboki sens tkwi w nim samym w formie transcendentalnej przyczyny”[2].
Warto przytoczyć też celną uwagę G. Bogdanowa, który podkreślał, że żywa komórka składa się z około dwudziestu aminokwasów, a ich funkcja zależy od prawie dwóch tysięcy specyficznych enzymów. Prawdopodobieństwo, że tysiąc enzymów utworzy żywą komórkę, nawet jeśli miałyby do dyspozycji miliardy lat, byłoby jak 1 do 101000.[3]


Ewolucja i człowiek


          Wielu pewnie zaskoczy fakt, że współtwórcą triumfującej w świecie naukowym darwinowskiej teorii ewolucji był Alfred Russel Wallace (1823-1913) – zagorzały brytyjski spirytysta. Jego głębokie przekonanie o istnieniu doboru naturalnego, nie przeszkadzało mu w sformułowaniu wniosków, które podkreślały istnienie świata duchowego i wyjątkowość istoty ludzkiej w przyrodzie. Był też Wallace prekursorem tak zwanej zasady antropicznej, twierdząc, że nie tylko organizmy przystosowane są do swych środowisk (dobór naturalny), ale również środowisko jest przystosowane do życia.

          Wallace podzielił ewolucję człowieka na trzy etapy. Pierwsza jej faza to przejście od świata nieorganicznego do organicznego. Drugi etap do pojawienie się świadomości, która stanowi zasadniczą różnicę między zwierzętami a roślinami. Trzeci etap to ukształtowanie się u ludzi najbardziej wzniosłych cech intelektualnych, które otworzyły przed nimi nieograniczone możliwości rozwoju. Zdaniem Wallace’a możemy przyjąć, „że znane nam już prawa zmienności i doboru naturalnego i wynikająca z nich walka o byt oraz nieustające i coraz dokładniejsze przystosowywanie się do środowiska fizycznego i biologicznego doprowadziły najpierw do udoskonalenia budowy anatomicznej, która dziś tak bardzo wywyższa nas ponad wszystkie znane zwierzęta, a potem, i w powiązaniu z tymi zmianami, do powstania większego i lepiej rozwiniętego mózgu, którzy pozwolił nam w pełni wykorzystać te anatomiczne udoskonalenia i podporządkować sobie w coraz większym zakresie cały świat roślin i zwierząt”[4]. Tu jednak kończy się rola doboru naturalnego. Według tego uczonego umysł ludzki był zbyt rozwinięty a jego zdolności zbyt potężne, aby mógł stanowić jedynie adaptację do warunków środowiska. Mózg jest wszakże zdolny do spełniania funkcji, których w zwykłych warunkach wcale nie musi spełniać[5]. Te trzy etapy rozwoju: od nieorganicznych początków aż po powstanie istoty ludzkiej, wskazują więc na istnienie świata duchowego, któremu materia jest podporządkowana[6]. Warto dodać, że w tym ujęciu również cierpienie ma swój udział w kształtowaniu ludzkiego ducha oraz jego dalszego rozwoju. Najszlachetniejsze zdolności człowieka hartują się bowiem i doskonalą właśnie w przezwyciężaniu trudności, a wszystko to służy dążeniu do rozwoju tak cennych cech, jak sprawiedliwość, współczucie czy samopoświęcenie[7].

Entelechia według Hansa Driescha

Uczonym, który również uważał, że nie można życia zredukować do szeregu zjawisk fizyko-chemicznych, był Hans Driesch (1867-1941), niemiecki filozof, biolog - neowitalista i badacz zjawisk parapsychicznych. Na podstawie wiwisekcyjnych eksperymentów związanych z regeneracją odłączonych części zwierzęcych i roślinnych, doszedł do wniosku, że organizmy żywe stanowią harmonijne i ekwipotencjalne systemy. Jeśli oddzieli się pewną część niektórych organizmów, będzie ona posiadała „równą z innymi częściami zdolność do rozwinięcia się w pełny harmonijnie ukształtowany ustrój o tej samej, typowej postaci[…]”[8]. Driesch sądził, że musi istnieć stała wielkość biologiczna, która decyduje o specyficznej właściwości ustroju, gdy ten rozwija się z wyciętej części organizmu. Ów stały czynnik nazwał entelechią (termin zaczerpnął od Arystotelesa). Entelechia decyduje o ukształtowaniu się „nowego jestestwa”. Nie jest ona kolejnym czynnikiem fizyko-chemicznym, ale czymś zupełnie odrębnym. Driesch dowodził, że entelechia dyktuje organizmowi cele i kierunek jego indywidualnego oraz gatunkowego utrzymania i rozrostu[9].


Spirytyzm Allana Kardeca


Księga Duchów Allana Kardeca dokładnie rozdziela materię organiczną od materii nieorganicznej. Zdaniem kodyfikatora spirytyzmu istoty organiczne posiadają w sobie zalążek życiowy - źródło wewnętrznej aktywności wywodzące się z powszechnego fluidu. Zalążek ów powoduje, że życie rodzi się, rośnie, reprodukuje i umiera. Z kolei materia nieorganiczna nie jest w stanie sama wprawić się w ruch i jako taka zależy wyłącznie od odpowiedniego układu cząsteczek. „Życie pojawia się w wyniku działania pewnego czynnika na materię. Ten czynnik, gdy nie ma z nią połączenia, nie jest życiem, podobnie jak materia nie może żyć, gdy tego czynnika w niej brak. Daje on życie wszystkim istotom, które go wchłaniają i asymilują”[10]. Myśl spirytystyczna podkreśla, że życia nie sposób ograniczyć do układu i przemieszczenia materii. Zdaniem spirytystów zjawiska parapsychiczne dowodzą, że jaźń wykracza poza układ nerwowy, a manifestacje duchów na seansach spirytystycznych wskazują na możliwość jakiejś innej, zupełnie niezależnej od ciała formy bytowania w przyrodzie. 


Życie ma sens. Życie ma cel.


Nie da się w ramach jednego artykułu streścić poglądów uczonych, którzy zdołali dostrzec w życiu cud, jakiego nie można określać mianem przypadku. Jednak nawet skrótowe ujęcie tego tematu pokazuje, że stanowisko materialistyczne w poglądach na życie nie jest wcale tak silne, jak początkowo mogłoby się wydawać. Brazylijska spirytystka, dr Marlene Norbe w książce p.t. Dusza materii wskazuje, że wszechświat to zbiór dynamicznych sił, które ukazują myśl Stwórcy. Każde z jego stworzeń posiada immanentną zdolność do współtworzenia. Zdolność ta, w połączeniu z inteligencją, pozwala człowiekowi asymilować siłę wywodzącą się od Boga, modelować ją zgodnie ze swoją wolą i wpływać na to, co samemu tworzy[11]. Już sto lat temu Leon Denis (1846-1927) dowodził, że jeśli sprawiedliwość posiada wyższe, bezwzględne usankcjonowanie, nie jest możliwe, aby cierpienie nie miało sensu, a zwierzęta i ludzie skazani byli na niebyt. W przyrodzie widział nieprzerwany, skierowany do góry łańcuch wiążący wszystkie stworzenia – minerał z rośliną, roślinę ze zwierzęciem, zwierzę z człowiekiem. Jeśli jest to myśl słuszna, mamy prawo z optymizmem patrzeć na nasz los.


[1] T. Wojciechowski, Zarys filozofii przyrody ożywionej, Opole 1997, s. 10.
[2] Ibidem, s. 16.
[3] Ibidem, s. 61.
[4] A.R. Wallace, W cieniu Darwina, s. 181.
[5] M. Ryszkiewicz, Alfred Russel Wallace, czyli darwinizm antropiczny, [w:] A.R. Wallace, W cieniu Darwina, Warszawa 2008, s. 29-30.
[6] Ibidem, s. 196.
[7] Ibidem, s. 197.
[8] W. Ruboczyński, Filozofia życia duchowego, Poznań 1925, s. 304-305.
[9] Ibidem, s. 316-318.
[10] A. Kardec, Księga Duchów, s. 94.
[11] M. Nobre, Dusza materii, Warszawa 2013, s. 23.

środa, 5 września 2012

Od życia do życia... kilka słów o reinkarnacji


Jak w naszym obecnym życiu miewamy tysiące snów, tak nasze obecne życie jest jedynie jednym z tysięcy takich istnień, do którego przychodzimy z innego, bardziej rzeczywistego życia... i następnie wracamy po śmierci. Nasze życie jest tylko jednym ze snów tego bardziej rzeczywistego życia i tak już jest nieskończenie, aż do ostatniego, najprawdziwszego życia – życia Boga.

Lew Tołstoj


Dziś opowiem Wam o idei nieodłącznie związanej ze spirytyzmem. Chodzi oczywiście o reinkarnację. W skrócie jest to koncepcja, która zakłada, że żyjemy wiele razy i po śmierci wcielamy się znowu w byt fizyczny. Jeśli pragniemy rozstrzygnąć, co trafia do nas bardziej - teoria reinkarnacji czy może przekonanie, że mamy tylko jedno życie, spróbujmy odpowiedzieć sobie na parę pytań. Na przykład:

* Czy żyjemy tylko raz? (Wielu wprawdzie nie uśmiecha się powrót na Ziemię, by znów pracować za grosze i płacić podatki, ale to nie my ustalamy reguły)

* Dlaczego ludzie tak bardzo się różnią między sobą? (Jest takie powiedzonko, że niektórzy stali dwa razy w kolejce po rozum, inni po urodę... )

* Czemu jedni cierpią z powodu niepełnosprawności, chorób, biedy, podczas gdy inni cieszą się dobrą kondycją, końskim zdrowiem, a los zapchał im kieszenie dolarami?

* Czy wobec nierówności i cierpień obserwowanych na Ziemi, nierównych możliwości, można mówić, że Bóg jest sprawiedliwy?

Takie pytania można mnożyć, a moim zdaniem na wiele z nich odpowiada spirytyzm.


Na ten pomysł wpadło już wielu!

Patrząc na dzieje różnych kultur i cywilizacji, można się pokusić o stwierdzenie, że idea reinkarnacji pojawiła się w wielu miejscach niezależnie od siebie. Współczesne badania ponad stu plemion afrykańskich wykazały, że prawie wszystkie wierzyły w reinkarnację (Besterman T., Collected Papers on the Paranormal, New York 1968). Wiara w przechodzenie dusz w inne ciała po śmierci była obecna także wśród druidów, a nawet u Indian zamieszkujących Amerykę Północną. Na przykład tubylcy z północnego zachodu modlili się do zwierząt tropionych podczas morskich łowów:

"O, wspaniały i łaskawy wielorybie, przebacz nam, że musimy cię zabić, ale nasze rodziny są głodne i musimy jeść. Bądź pewny, że nie mamy przeciwko tobie żadnych osobistych żalów. W przyszłości, kiedy ty będziesz człowiekiem, a my wielorybami, z radością zrobimy dla ciebie to, co ty robisz dla nas". (Hall P.M., Reincarnation. The Cycle of Necessity, Los Angeles 1939, s. 11.)

Fot. 10. Niektóre plemiona wierzyły, że człowiek po śmierci... może wcielić się w wieloryba!
 Ale dla nas źródłem wiedzy o reinkarnacji są przede wszystkim stare religie Wschodu - hinduizm i buddyzm. Hinduskie wierzenia w reinkarnację poprzedzają święte pisma judaizmu, chrześcijaństwa i islamu. Można je odnaleźć w Wedach, świętych pismach hinduizmu. Liczne odniesienia znajdziemy także w późniejszych Upaniszadach oraz w Pieśni Pana (Bhagavad-Gita). Reinkarnacja jest również zasadniczą ideą w wierzeniach buddystów.
Przekonanie o istnieniu wielu wcieleń nie było też obce europejskiej myśli filozoficznej - pojawiło się m.in. u Orfików, Pitagorasa i Platona.

Fot. 11. Czy wiesz, że druidzi też wierzyli w reinkarnację?


A co z duchami?

Teraz trochę poprzynudzam.
Kiedy Allan Kardec podjął się badań nad spirytyzmem, stworzył sieć korespondentów, dzięki której wiele osób mogło otrzymywać niezależne wyniki. Dokonując analizy danych dostarczanych przez różne media, Kardec zauważył, że w otrzymywanych przekazach jest wiele zbieżnych idei - wśród nich znalazła się m.in. reinkarnacja. A więc nie jest ona pomysłem Kardeca, ściągniętym z innych systemów filozoficznych, ani produktem osobistego objawienia.
Spirytyści uważają, że jeżeli jakaś informacja pojawia się na spotkaniach mediumicznych w różnych ośrodkach na świecie i niezależnie od siebie, warto przyjrzeć się jej bliżej i poddać analizie, a jeśli zgadza się z rozumem i logiką, można ją przyjąć. Tak też postąpili z ideą wielu wcieleń. Oczywiście o reinkarnacji świadczą nie tylko przekazy od Duchów, ale również współczesne doświadczenia nad hipnozą regresyjną, czy dane zebrane przez takich badaczy jak Ian Stevenson czy Carol Bowman. Jest to naprawdę temat szeroki i wart przemyślenia.

Tylko jak pogodzić reinkarnację z przekonaniem, że ludzie kontaktują się z duchami? Z treści wielu komunikatów wynika, że okres pomiędzy jednym wcieleniem a drugim może być bardzo długi - w zależności od sytuacji w jakiej znalazł się dany duch stan ten trwa od zaledwie paru chwil do kilku tysięcy lat. To właśnie wtedy zmarli wchodzą w kontakty z mediami.
Teoria spirytystyczna zakłada, że Duchy na początku stworzenia były proste i nieświadome, ale Bóg w swojej sprawiedliwości uczynił z zasady postępu jedno z praw natury. Kolejne wcielenia są więc niezbędne, aby duchy rozwijały się moralnie oraz intelektualnie. Spirytyści uważają, że doskonalenie się Ducha jest owocem jego własnej pracy. Ponieważ w czasie jednego cielesnego wcielenia wszystkie zdobycze moralności i inteligencji są poza jego zasięgiem, potrzebuje kolejnych wcieleń, aby za każdym razem zrobić choćby mały kroczek w górę.
I tu pojawia się różnica między reinkarnacją obecną w spirytyzmie, a koncepcjami wschodnich religii. Otóż spirytyści sądzą, że jeśli dusza w swoim rozwoju, w postępującej indywidualizacji pierwiastka duchowego, przestąpi próg człowieczeństwa, nie może się już cofnąć. Dlatego dusza człowieka nie wcieli się ponownie w zwierzę. Jeśli więc ktoś z Was pomyślał, że czeka go los wieloryba, może być spokojny (chyba że ma sporą nadwagę i lubi żarcie z McDonald's)  : )

Czy Bóg jest sprawiedliwy?

 W wielkim skrócie spirytyzm zakłada, że:

* cierpienie wiąże się z niedoskonałością
* każda niedoskonałość i wynikające z niej błędy, w sposób naturalny i nieunikniony wiodą do odpowiedniego cierpienia.
* każdy człowiek, jeśli tylko zechce wyzbyć się swych niedoskonałości, może tym samym uniknąć cierpień będących ich następstwem i zapewnić sobie szczęśliwą przyszłość.
* jeśli coś przeskrobiemy, skrucha może mieć miejsce zawsze i wszędzie, ALE jeśli dojdzie do niej późno, winowajca będzie cierpiał dłużej.
* w momencie wcielenia Duchy przynoszą ze sobą zdobycze poprzednich istnień. To dlatego w sposób instynktowny ludzie wykazują wyjątkowe zdolności, dobre lub złe skłonności, które wydają się wrodzone. Naturalna predyspozycja, aby postępować niewłaściwie, jest pozostałością niedoskonałości Ducha, których jeszcze się całkowicie nie wyzbył. To także ślad błędów, które popełnił - prawdziwy grzech pierworodny. W każdym wcieleniu musi wyzbyć się niektórych wad.

Czy dostaniemy kolejną szansę?

Jest taka opowieść spirytystyczna, która pokazuje, dlaczego spirytyści uważają reinkarnację za bardziej przemawiającą do serca i rozumu niż idea tylko jednego życia. Jest to sprawa zasadnicza, gdy idzie o pogodzenie rzeczywistości, która nas otacza z ideą miłosiernego i sprawiedliwego Boga. Gdyby Bóg nie dawał nam równych szans, mogłoby nas spotkać coś takiego:

"Wyobraźmy sobie pospolitego młodzieńca w wieku dwudziestu lat, niewykształconego, o złych skłonnościach, niewierzącego ani w Boga, ani w dusze, który rozrabia i nie robi nic dobrego. Oto pewnego dnia trafia do lepszego środowiska; zaczyna pracować, uczyć się, stopniowo poprawiać, a w końcu nawet staje się pobożny. Czyż nie jest to wręcz namacalny przykład postępu duszy za życia, z którym można się spotkać prawie każdego dnia? Zakładając, że gdyby człowiek ten umarł jako starzec, w sposób naturalny miałby zagwarantowane zbawienie. Co by się jednak stało, gdyby czterdzieści lub pięćdziesiąt lat wcześniej zginął w wypadku? Wszystko przemawiałoby za tym, by skazać go na wieczne potępienie".




Fot. 12. To byłoby intrygujące, ale spirytyści nie wierzą, aby duch człowieka (nawet takiego!)  mógł wcielić się w zwierzę.

Fot. 13. Choć z drugiej strony...
Czy jeśli wcielamy się wiele razy i nigdy nie pójdziemy do piekła, możemy robić to, co nam się podoba? Hulaj dusza, piekła nie ma? Nic z tego! Nikt nie chciałby znaleźć się na miejscu zbrodniarzy, którzy muszą wycierpieć dokładnie tyle, ile sami zadali bólu innym. Czasami na spotkaniach spirytystycznych pojawiają się duchy ludzi, którzy za życia zmarnowali wiele szans, byli okrutni i sprawiali bliźnim ból. Ale i przed nimi Bóg nie zamyka drogi do odpokutowania win. Bóg pozwolił niektórym ludziom być silnymi i potężnymi, by stali się oparciem dla słabszych. Jeśli ktoś jest silny i gnębi słabszego będzie musiał za to wszystko zapłacić... Takie jest prawo Bożej sprawiedliwości: każdemu według jego czynów, zarówno w niebie, jak i na ziemi.


 O reinkarnacji będę pisał jeszcze baaardzo dużo, bo to temat niezwykle rozległy. : )




  • Więcej o reinkarnacji tutaj:
http://www.portal.spirytyzm.pl/reinkarnacja-2/

http://www.portal.spirytyzm.pl/dowody-wskazujace-na-istnienie-reinkarnacji/

poniedziałek, 3 września 2012

Jak to jest z tymi duchami?


Co to jest duch?

Warto zacząć od tego, kim jest człowiek. Większość zapewne zgodzi się ze stwierdzeniem, że istota ludzka to jednocześnie byt cielesny i duchowy. Jest cielesny, ponieważ posiadamy ciało fizyczne, dzięki któremu docierają do nas bodźce zmysłowe i doświadczamy przyjemności (np. z dobrej kuchni, seksu, golfa po pracy) a także ograniczeń, które się z tym wiążą (choroby, ból, kontuzje, starość itd.).
Ale człowiek to również byt duchowy. To bardzo ważne stwierdzenie, ponieważ materia sama w sobie nie może być świadoma, a tak się akurat złożyło, że my jednak myślimy, jesteśmy świadomi własnego istnienia, postrzegamy rzeczywistość w sposób szczególny - czujemy, jakbyśmy byli w centrum świata różnorodnych zjawisk, w którym występujemy jako podmiot postrzegania. Coś doświadczając, rejestrując zmysłami, zastanawiając się na tym - odnosimy do siebie, wzbogacamy swoje wnętrze, budujemy system własnych, niepowtarzalnych doświadczeń. A więc życie to wielka szkoła dla naszego ducha.
Jako ludzie jesteśmy zatem wyjątkowi. Nawet fakt, że uświadamiamy sobie naszą skromną pozycję w ogromnym wszechświecie; że zdajemy sobie sprawę ze swojej kruchości i przemijalności - już czyni nas wyjątkowymi. Jak mawiał filozof, "człowiek to trzcina, ale trzcina myśląca". Miał rację.
A więc wyróżniliśmy już dwa elementy, które tworzą naszą indywidualność - jest to dusza (źródło inteligencji i świadomości), oraz ciało fizyczne. Oprócz tego badania nad zjawiskami mediumicznymi doprowadziły do odkrycia trzeciego czynnika. Spirytyści nazywają je ciałem duchowym. Gdy przykładowo ktoś obudzi się w środku nocy i zobaczy swoją nieżyjącą babcię, to (zakładając, że nie padł ofiarą iluzji) dostrzeże właśnie jej ciało duchowe. Babcia może mieć na sobie ulubiony sweterek i niemodną spódnicę, ale to wcale nie oznacza, że duchy zaglądają do specjalnej garderoby, zanim nas odwiedzą. Po prostu ciało duchowe jest na tyle plastyczne, że może formować się w kształty, które duch nadaje mu stosownie do swoich intencji.
Kiedy jesteśmy tutaj, na ziemi - ciało duchowe stanowi po prostu czynnik pośredniczący między duszą a ciałem fizycznym. Natomiast gdy znajdujemy się po drugiej stronie, ciało duchowe nadaje duchowi indywidualną formę, tworzy jego powłokę.


Młotkiem w głowę. I co dalej?

Sceptyk mógłby powiedzieć, że jeśli np. pokłócisz się z teściową (bo, powiedzmy, nie posmakowały Ci jej ciastka albo różnicie się w poglądach na reformę systemu emerytalnego) i otrzymasz znienacka cios w potylicę - twoje życie psychiczne nagle zaniknie. Smutna to perspektywa: mózg umiera, a my wraz z nim. Czy nasze własne, niepowtarzalne "ja", ginie wraz z ciałem? Czy może ciało jest tylko narzędziem, dzięki któremu duch może manifestować się w świecie materialnym? Gdy uderzymy młotkiem w radioodbiornik, spiker ucichnie dla naszych uszu - ale przecież nie zrobiliśmy mu krzywdy.


Fot.4. Uwaga na głowę!


W tym momencie warto powołać się na spirytyzm, a nawet szerzej - na badania nad zjawiskami parapsychicznymi. Przekazy otrzymywane na spotkaniach mediumicznych, a także laboratoryjne badania nad telepatią i prekognicją pokazują, że - przynajmniej w niektórych przypadkach - życie psychiczne potrafi manifestować się niezależnie od znanych nam obecnie dróg jego przejawiania się w ciele fizycznym. Wybitny fizyk i badacz zjawisk mediumicznych, sir Oliver Lodge powiedział kiedyś: "Czy można rzeczywiście wyobrazić sobie, iż pamięć zdarzeń całego życia pozostaje w skupieniu w pulchnej masie mózgowej, której drobiny są w stanie ciągłego ruchu? Jest to cudowny mechanizm przedstawiający splot połączeń włóknistych, wskazujących jak ważny jest narząd, jeśli ma być zdolny do utrzymywania związków między inteligencją i materią i o ile wyżej stoi ponad wszelkim wynalezionym przez człowieka mechanizmem. Lecz instrument sam nie stanowi inteligencji: przenosi myśl, ale jej nie tworzy”.

Fot. 5. Czy myśl może sięgać poza organizm?


W ciągu ostatnich 150 lat zebrano ogromną ilość materiałów potwierdzających te słowa, m.in. dzięki takim organizacjom jak Society for Psychical Research czy Parapsychological Association. I nawet jeśli w wielu przypadkach nie do końca spełniają kryteria rygorystycznej, naukowej metody (z uwagi na kapryśność fenomenów, słabą powtarzalność, niedostatki metodologiczne wynikające z samej konstrukcji eksperymentu itd.) - już ze względu na sam fakt, że zgromadzono ich tak wiele i że potwierdzili je wybitni uczeni (ludzie różnych profesji: fizycy, chemicy, filozofowie, psycholodzy i in.), zmuszają nas do zastanowienia się nad problemem życia po śmierci - zachęcają do potraktowania tego zagadnienia w sposób otwarty. Zgłębiając ten temat musimy być jednak krytyczni, nie wolno rezygnować ze zdrowego rozsądku i wierzyć we wszystko, co się usłyszy albo przeczyta - to jest błąd, którego winien wystrzegać się każdy spirytysta.

Do tego dochodzą jeszcze osobiste doświadczenia. I może to one niektórych przekonują najbardziej. Często są to zjawiska bardzo trywialne, które towarzyszą śmierci bliskiej osoby (stukania, spadające talerze, zimne powiewy, uczucie czyjejś obecności). Sam potrafię wskazać taki przypadek we własnej rodzinie.
W marcu 2002 roku zmarł mój dziadek - a kilka chwil po jego odejściu moja mama (jeszcze nie wiedziała, że umarł) usłyszała jak ktoś pociągnął za klamkę drzwi wejściowych do mieszkania i była przekonana, że zaraz wejdzie do środka... lecz nic takiego nie nastąpiło. Z kolei babcia, która mieszkała w innym domu (oddalonym o 180 km), czuła wyraźnie jak "coś" pociągnęło ją za kołnierz (cóż, dziadek miał wesołe usposobienie, więc jakoś mnie to nie dziwi), a zegar na ścianie zatrzymał się... dokładnie w godzinie jego śmierci. Przypadek? Bardzo możliwe, że to tylko trzy niezwiązane ze sobą zdarzenia, niemające żadnego związku z osobą, która odeszła - rezultat sugestii i nic więcej. Z drugiej strony można też przytoczyć dużo wyrazistsze przykłady - oto pewna wdowa, która brała udział w spotkaniu mediumicznym, otrzymała informację, która miała pochodzić od zmarłego męża. "Duch" poinformował ją, że ukrył w domu pieniądze i podał jej dokładne dane na temat ich lokalizacji. Tu już trudniej o przypadek. A może ktoś z was przeżył coś podobnego?

Fot.6. Pamiętaj! Nie za wszystkimi dziwnymi zjawiskami stoją duchy. Czasami padamy ofiarą iluzji albo oszustwa. Zawsze szukaj najprostszych wyjaśnień.


na dzisiaj tyle...

Miłego dnia :)


Tagi: duchy, umysł, dusza, parapsychologia, Oliver Lodge