W annałach spirytyzmu możemy znaleźć doprawdy zadziwiające historie :). I jak
tu nie wierzyć w duchy, jeśli Aleksander Aksakow (1832-1903), wybitny badacz
tego tematu i jeden z pionierów parapsychologii, przytacza w swojej książce Animizm i spirytyzm taką oto historię:
Do pani Conant, medium seansującego tylko w
kółkach prywatnych, zgłosił się obcy z prośbą o seans, na którym podobno duch
jego zmarłego przyjaciela obiecał dać mu dowód swej tożsamości. Na pytanie
medium o to, skąd wie, że duch da mu ten dowód, obcy wyjaśnił, że był u innego
medium, ale tam duch przyjaciela oznajmił mu, że przez tamto medium nic nie
potrafi zdziałać i dlatego właśnie podał mu adres pani Conant.
Zorganizowano więc seans, ale ołówek jedynie pukał po papierze, nic nie
pisząc. Pani Conant sądziła już, że seans się nie udał, jednak jej gość
oświadczył, że właśnie otrzymał dowód tożsamości, albowiem zmarły był
telegrafistą tak samo jak on i przekaz wypukał mu ołówkiem, używając do tego alfabetu
Morse’a.
Cyt. za: J. Świtkowski, Okultyzm i magia w świetle parapsychologii, Lwów 1939
Chciałbym powrócić dziś do tematu
pośmiertnej egzystencji pierwiastka psychicznego, istniejącego w ciałach
zwierząt. W poprzedniej notce poświęconej zwierzętom (http://spirytysta.blogspot.com/2013/06/za-teczowym-mostem.html)
odnosiłem się głównie do poglądów prezentowanych przez spirytystów,
przytaczając dla kontrastu kilka przykładów, które sugerują, że nie jest łatwo powiedzieć w tej
kwestii coś pewnego, a zarazem pozwalają domniemywać, że w rzadkich
przypadkach może rzeczywiście dochodzić do kontaktu z „duchem”
zwierzęcia. Abstrahując jednak od tego, czy uznajemy możliwość zaistnienia takich
zdarzeń, faktem jest, że jeżeli jesteśmy już przekonani o nieśmiertelności
ludzkiej psychiki i indywidualności, nie ma żadnych podstaw, aby uważać to za wyłączny
przywilej człowieka i odmawiać go innym stworzeniom inteligentnym.
O tym, że „duchy” zwierząt czasami
ukazują się ludziom, mogą świadczyć trzy przypadki zanotowane przez Prospera
Szmurło (1879-1942) - wybitnego
polskiego badacza metapsychiki, prezesa Towarzystwa Psycho-Fizycznego w
Warszawie i redaktora kwartalnika „Zagadnienia Metapsychiczne”.
Pies towarzyszy umierającemu
Kiedy pielęgniarka doglądała umierającego
ujrzała raz nagle pod stołem dość dużego psa z rasy owczarków. Następnego dnia
po śmierci chorego zapytała wdowę co się stało z tym psem, gdyż ani przedtem
ani potem nigdzie go nie widziała.
- Z jakim psem, w całym domu nie ma
ani jednego? – odrzekła wdowa.
Gdy jednak pielęgniarka uporczywie
twierdziła, że na pewno na własne oczy go oglądała i dokładnie opisała jego
wygląd, dopiero wtedy zdumiona wdowa przyznała, że istotnie mieli kiedyś
właśnie takiego psa, ale zginął już przed dziesięciu laty.
Creola
Drugi przypadek, na który powołuje się Szmurło, opisał Ernesto Bozzano
w czasopiśmie „Luce et Ombra”. Otóż prof. Emil Maguin posiadał psa imieniem
Creola, którego na kilkanaście dni wysłał do Paryża na tresurę do leśniczego w
Rambouillet. Pewnego ranka profesor usłyszał wyraźne drapanie psa do drzwi
wejściowych. Natychmiast wstał, otworzył drzwi, ale nikogo nie zobaczył i nie
umiał sobie wytłumaczyć, co mogło być tego powodem. W dwie godziny potem
otrzymał depeszę z zawiadomieniem, że jego pies Creola został przypadkiem
zastrzelony na polowaniu przez jakiegoś niezręcznego myśliwego.
Odczucie śmierci… papugi!
Pewna kobieta opisała taki oto niezwykły
przypadek: „Przed kilkunastu laty mój dziadek zachorował i leżał w szpitalu na
Malcie. U siebie w domu, w Anglii, miał dziadek papugę, która była doń
niezwykle przywiązana i nauczyła się wołać go po imieniu. Pewnego wieczora w
szpitalu dziadek wyraźnie posłyszał głos swojej papugi, trzykrotnie głośno
wymawiający jego imię i jakby wzywający na pomoc. Zaniepokojony tym staruszek
napisał do domu, zapytując co dzieje się z ptakiem, ale jego list rozminął się
w drodze z naszym, w którym zawiadamialiśmy go o śmierci skrzydlatego
przyjaciela dokładnie tego samego dnia i godziny, kiedy dziadek słyszał jego
wołanie. Należy dodać, że papuga istotnie w chwili zgonu trzykrotnie głośno
powtarzała imię dziadka”[1].
[1]P. Szmurło, Ze świata tajemnic,
Warszawa [b.r.w.], s. 53-54.
Witam po długiej przerwie :) Nie
pomyślcie, że o Was zapomniałem. Bynajmniej. Po prostu od listopadamam więcej
zajęć i... zresztą mniejsza o wymówki. Zbliża się Boże Narodzenie. Co o tym sądzę? Czym są święta dla spirytysty? Muszę rozczarować wszystkich, którzy liczą na opowieści o św. Mikołaju, reniferach, dziadkach mrozach i niższych podatkach od nowego roku. Nic a nic mnie to nie obchodzi. Święta to dla mnie wyłącznie pamiątka przyjścia na świat Jezusa i o nim będzie ta notka.
Czasami przedstawiciele
niektórych Kościołów mają za złe spirytystom, że nie uważają Chrystusa za
Boga, ale za światłego i czystego moralnie Ducha. Biorą Biblię do ręki, wyszukują odpowiednie fragmenty i udowadniają, że
to oni mają rację. Może i tak. Niech będzie, że mają rację. Ale czy to aż tak
ważne? Pewnie z 6 mld ludzi na świecie nie uznaje Chrystusa za Boga i cóż z tego? Wątpię, aby spalili się za to w piekle. Po prostu ludzie lubią, aby inni
wierzyli w to co oni, chodzili do tego Kościoła co i oni, mówili te same modlitwy,
żeby się z nimi zgadzać. Być może dlatego u tak wielu burzy się krew, gdy okazuje się, że ktoś inaczej zapatruje się na pewne sprawy.
Jeśli o mnie idzie, to idea, jakoby Bóg (w jakimkolwiek rozumieniu)
uzależniał szczęście swoich stworzeń od wiary czy od przestrzegania
zasad kultu, jest dla mnie absurdalna i amoralna (już choćby dlatego, że nie dysponujemy możliwością stwierdzenia, która religia jest najbliżej prawdy, a poza tym ludzie na przestrzeni wieków nigdy nie mieli i nadal nie mają równych szans, by tę słuszną wiarę dobrze poznać i przyswoić). Podobne
pomysły bardzo Boga spłycają. Kiedy zatem pojawia się temat boskości Chrystusa uważam to za rzecz drugorzędną. Zresztą chyba każdy bardziej ceniłby dobrych i
uczciwych ateistów, niż osoby, które uznają boskość Chrystusa, ale nic
praktycznego z ich wiary nie wynika. Zostawmy więc teologiczne spory o naturę
Chrystusa i skupmy się na tym, co dla mnie (i spirytystów) najważniejsze – na etosie
ewangelicznym.
Moim zdaniem najpełniej stosunek spirytyzmu
do postaci Jezusa Chrystusa ujawnia ten fragment
„Księgi Duchów” Allana Kardeca:
"625. Kto jest najdoskonalszym człowiekiem,
którego Bóg dał ludziom za przykład i wzór do naśladowania?
Odp: „Spójrzcie na Jezusa”.
(komentarz Kardeca: Jezus jest dla
człowieka typem doskonałości moralnej, do której może pretendować ludzkość na
Ziemi. Bóg daje go nam jako najdoskonalszy wzór, a filozofia, której uczył
Jezus, w sposób najczystszy wyraża Jego prawo, gdyż ożywiał go duch Boży.
Dlatego Jezus jest najczystszą istotą, która pojawiła się na Ziemi. Jeśli
niektórzy ludzie twierdzący, że wyjaśniają ludziom prawo Boże, zbłądzili
przekazując fałszywe zasady, stało się tak dlatego, że w nich samych przeważały
zbyt ziemskie uczucia i dlatego, że pomieszali prawa kierujące warunkami życia
duszy z tymi, które kierują życiem ciała. Wielu podawało jako prawa Boże to, co
było wyłącznie prawami ludzkimi, stworzonymi, by służyć żądzom i zapewnić
dominację nad ludźmi".
Czasami
zatrzymuję się nad tymi słowami. Ostatnio częściej. I co o tym myślę? Uważam,
że ok. 2000 lat temu urodził się na ziemi naprawdę równy gość - odważny facet,
który jadał z celnikami i prostytutkami (społeczeństwo, delikatnie rzecz ujmując, nie darzyło tych ludzi estymą), przystawał z biedakami i chorymi; Człowiek, który namawiał,
aby miłować nawet wrogów, czynić dobrze tym, którzy nas nienawidzą, a do tego jeszcze nadstawiać
drugi policzek! Poza tym Jezus ganił obłudę, egoizm i podał nam prostą zasadę, której
przestrzeganie i dziś oszczędziłoby wielu cierpień i problemów: „Jak chcecie,
żeby ludzie wam czynili, podobnie wy im czyńcie”. Zbyt mało się o tym mówi w święta. Niedawno rozgorzała dysputa, jakie zwierzęta były
obecne w stajence, gdy Jezus przyszedł na świat. Co za bzdury! Jak dla mnie
mógłby tam być nawet krokodyl, pawian i sto bażantów – to przecież bez znaczenia. Tak
samo nie obchodzi mnie domniemane rodzeństwo Chrystusa ani problem tożsamości trzech facetów,
którzy go odwiedzili (mędrcy czy królowie?). No dobra, powiedzmy, że trochę mnie interesuje, gdzie się podziewała żona św. Piotra (Jezus
uzdrowił jego teściową, więc pewnie i żona musiała się kręcić w pobliżu...), ale zasadniczo nie zajmują mnie te kwestie. Wydaje mi się, że to wszystko są mało ważne problemy i dziwię się ludziom, którzy poświęcili życie, aby je rozwiązywać. Święta są dla mnie upamiętnieniem przyjścia na świat człowieka, który dla dobra całej ludzkości chciał odmienić
rzeczywistość; który myślał, że nauczy ludzi miłości i miłosierdzia i wykorzeni zło. Czy mu się udało?
Skąd! Nie minęło sporo czasu i nawet jego własne imię zaczęto wykorzystywać dla zdobycia dominacji nad ludźmi. Handlarze szybko wrócili do świątyni.
Nikt jednak nie powiedział, że świat zmieni się natychmiast, jak za dotknięciem
magicznej różdżki. Ważne, że z każdym dniem jesteśmy trochę lepsi, a
przynajmniej nie bardziej źli, niż wczoraj. Świat poszedł do przodu. Dziś problemem cywilizowanych krajów jest raczej palenie papierosów niż palenie ludzi na stosach;) Dawny fanatyzm powoli zostaje wyparty przez dialog międzyreligijny. Tortury i okrucieństwa odchodzą w niepamięć, a kolejne kraje znoszą karę śmierci... Ale jeszcze bardzo dużo pracy przed nami. Musimy tylko pamiętać, że zmiany te zapoczątkował Jezus. Czy spirytyści są tacy
paskudni, bo uznają go „tylko” za mądrego, światłego Ducha, który
przyszedł na świat, by popchnąć postęp moralny swoich braci? Nic nie poradzę, że
dla mnie prawdziwym świadectwem wiary jest codzienny trud
pracowników chrześcijańskich domów dla sierot, a nie codzienny trud chrześcijańskich
teologów, którzy namnożyli tysiące książek na tematy, których i tak nikt nigdy
do końca nie pojmiemy. Spirytysta to człowiek, który po prostu - jak
zresztą każda istota o zdrowym poczuciu moralnym – pragnie naprawiać swoje
błędy i nie czynić zła. Gdy upada, wstaje i próbuje dalej, bo gdzieś na
horyzoncie stale widnieje mu ideał człowieka doskonałego, który w sposób jasny i oczywisty został wyłożony przez Jezusa w Kazaniu na
górze:
(MT 5,1): 13 Wy jesteście solą dla ziemi. Lecz jeśli sól utraci swój
smak, czymże ją posolić? Na nic się już nie przyda, chyba na wyrzucenie i
podeptanie przez ludzi. 14 Wy jesteście światłem świata.
Nie może się ukryć miasto położone na górze. 15 Nie zapala
się też światła i nie stawia pod korcem5,
ale na świeczniku, aby świeciło wszystkim, którzy są w domu. 16 Tak
niech świeci wasze światło przed ludźmi, aby widzieli wasze dobre uczynki i
chwalili Ojca waszego, który jest w niebie.
17 Nie sądźcie,
że przyszedłem znieść Prawo albo Proroków. Nie przyszedłem znieść, ale wypełnić6.
18 Zaprawdę. bowiem powiadam wam: Dopóki niebo i ziemia
nie przeminą, ani jedna jota, ani jedna kreska nie zmieni się w Prawie, aż się
wszystko spełni. 19 Ktokolwiek więc zniósłby jedno z tych
przykazań, choćby najmniejszych, i uczyłby tak ludzi, ten będzie najmniejszy w
królestwie niebieskim. A kto je wypełnia i uczy wypełniać, ten będzie wielki w
królestwie niebieskim. 20 Bo powiadam wam: Jeśli wasza
sprawiedliwość nie będzie większa niż uczonych w Piśmie i faryzeuszów, nie
wejdziecie do królestwa niebieskiego. 21 Słyszeliście, że
powiedziano przodkom: Nie zabijaj!7;
a kto by się dopuścił zabójstwa, podlega sądowi. 22 A Ja
wam powiadam: Każdy, kto się gniewa na swego brata, podlega sądowi. A kto by
rzekł swemu bratu: Raka8,
podlega Wysokiej Radzie. A kto by mu rzekł: "Bezbożniku", podlega
karze piekła ognistego. 23 Jeśli więc przyniesiesz dar
swój przed ołtarz i tam wspomnisz, że brat twój ma coś przeciw tobie, 24 zostaw tam dar swój przez ołtarzem, a najpierw idź i
pojednaj się z bratem swoim! Potem przyjdź i dar swój ofiaruj! 25 9
Pogódź się ze swoim przeciwnikiem szybko, dopóki jesteś z nim w drodze, by cię
przeciwnik nie podał sędziemu, a sędzia dozorcy, i aby nie wtrącono cię do
więzienia. 26 Zaprawdę, powiadam ci: nie wyjdziesz
stamtąd, aż zwrócisz ostatni grosz. 27 Słyszeliście, że
powiedziano: Nie cudzołóż!1028 A Ja wam powiadam: Każdy, kto pożądliwie patrzy na
kobietę, już się w swoim sercu dopuścił z nią cudzołóstwa. 29 11
Jeśli więc prawe twoje oko jest ci powodem do grzechu, wyłup je i odrzuć od
siebie. Lepiej bowiem jest dla ciebie, gdy zginie jeden z twoich członków, niż
żeby całe twoje ciało miało być wrzucone do piekła. 30 I
jeśli prawa twoja ręka jest ci powodem do grzechu, odetnij ją i odrzuć od
siebie. Lepiej bowiem jest dla ciebie, gdy zginie jeden z twoich członków, niż
żeby całe twoje ciało miało iść do piekła. 31 Powiedziano
też: Jeśli kto chce oddalić swoją żonę, niech jej da list rozwodowy12.
32 A ja wam powiadam: Każdy, kto oddala swoją żonę - poza
wypadkiem nierządu - naraża ją na cudzołóstwo; a kto by oddaloną wziął za żonę,
dopuszcza się cudzołóstwa13.
33 Słyszeliście również, że powiedziano przodkom: Nie
będziesz fałszywie przysięgał, lecz dotrzymasz Panu swej przysięgi14.
34 A Ja wam powiadam: Wcale nie przysięgajcie, ani na
niebo, bo jest tronem Bożym; 35 ani na ziemię, bo jest
podnóżkiem stóp Jego; ani na Jerozolimę, bo jest miastem wielkiego Króla. 36 Ani na swoją głowę nie przysięgaj, bo nie możesz nawet
jednego włosa uczynić białym albo czarnym. 37 Niech wasza
mowa będzie: Tak, tak; nie, nie15.
A co nadto jest, od Złego pochodzi. 38 Słyszeliście, że
powiedziano: Oko za oko i ząb za ząb!1739 18
A Ja wam powiadam: Nie stawiajcie oporu złemu. Lecz jeśli cię kto uderzy w
prawy policzek, nadstaw mu i drugi! 40 Temu, kto chce
prawować się z tobą i wziąć twoją szatę, odstąp i płaszcz! 41 Zmusza
cię kto, żeby iść z nim tysiąc kroków, idź dwa tysiące! 42 Daj
temu, kto cię prosi, i nie odwracaj się od tego, kto chce pożyczyć od ciebie. 43 Słyszeliście, że powiedziano: Będziesz miłował swego
bliźniego, a nieprzyjaciela swego będziesz nienawidził20.
44 A Ja wam powiadam: Miłujcie waszych nieprzyjaciół i
módlcie się za tych, którzy was prześladują; 45 tak
będziecie synami Ojca waszego, który jest w niebie; ponieważ On sprawia, że
słońce Jego wschodzi nad złymi i nad dobrymi, i On zsyła deszcz na
sprawiedliwych i niesprawiedliwych. 46 Jeśli bowiem
miłujecie tych, którzy was miłują, cóż za nagrodę mieć będziecie? Czyż i
celnicy tego nie czynią? 47 I jeśli pozdrawiacie tylko
swych braci, cóż szczególnego czynicie? Czyż i poganie tego nie czynią? 48 Bądźcie więc wy doskonali, jak doskonały jest Ojciec wasz
niebieski.
Jak myślisz, czy towarzyszy ci istota,
która o ciebie dba, chroni przed nadużyciami, pomaga rozróżniać dobro od zła (i
nie mam tu na myśli przedstawiciela administracji państwowej, nasłanego przez
wścibskiego sąsiada)?
A może historie o aniele stróżu są wyssane z palca? Jeżeli on
istnieje, to czy posiada skrzydła? Czy przygląda ci się, gdy jesz, śpisz, albo –
pardon - siedzisz w toalecie? Czy to przez niego ukłuło cię sumienie, gdy
ściągałeś na klasówce z matematyki albo kupowałeś kradzione buty na Stadionie Dziesięciolecia? Na wszystkie
te pytania ci nie odpowiem, ale pokrótce wyjaśnię, co spirytyści sądzą o aniołach stróżach.
Jak wiadomo istnieją duchy
światłe, mądre i dobre, które pomagają swoim niedoskonałym braciom (czyli
nam). Religie takie jak chrześcijaństwo, judaizm czy islam, nazywają je
aniołami, bo też ludzie, którzy tworzyli podstawy tych wierzeń nieraz odczuwali
ich wsparcie i bezpośrednią ingerencję w swoje sprawy. Trzeba jednak wyjaśnić,
że anioły nie zostały stworzone przez Boga oddzielnie od ludzi, w jakimś odrębnym
celu, jak głoszą te systemy religijne. W rzeczywistości są to dusze zmarłych,
takie jak nasze, aczkolwiek przebyły już długą drogę rozwoju etycznego oraz
intelektualnego. Można powiedzieć, że anioły na ścieżce dobroci i miłosierdzia
są daleko przed nami. Natomiast jeśli idzie o ludzi wcielonych na Ziemi, wydaje się,
że na tej drodze nie zaszli jeszcze daleko. W dodatku wielu zamiast
wytrwale podążać naprzód, nadal woli drzemać w przydrożnej spelunie pod stołem i zdaje
się, że nie prędko ruszy dalej... ale dość narzekania, pora wrócić do tematu tej nieco chaotycznej notki;)
Co spirytyzm mówi o aniele stróżu?
Teraz już całkiem poważnie.
Z informacji, które spirytyści
otrzymują na spotkaniach mediumicznych wynika, że anioł stróż jest duchem wyższego
rzędu, który przyjął na siebie zadanie wspierania konkretnego człowieka. Każdy
z nas posiada więc swojego duchowego opiekuna, który jest do niego przywiązany i wypełnia
misję, jaką można by porównać do trzymania pieczy przez ojca nad dziećmi. Anioł
stróż sprowadza swojego podopiecznego na dobrą drogę, wspiera radami,
pociesza w zmartwieniach, podtrzymuje na duchu w czasie życiowych prób.
Często towarzyszy mu także po śmierci, a nawet w kolejnych cielesnych
istnieniach (pamiętacie świetlistą istotę z doświadczeń NDE, o której wspominali pacjenci Moody’ego?).
Duch opiekuńczy wywiera wpływ mentalny na osobę, którą chroni, podpowiadając jej dobre myśli, choć te niestety nie zawsze są wysłuchiwane (dlatego ważne jest, aby wsłuchiwać
się w siebie i w swoje sumienie). Jego działanie jest bardzo subtelne, ponieważ
musi szanować jej wolną wolę. Anioł stróż nie pozwala, by człowiek zrezygnował z
samodzielności i ciągle szukał u niego wsparcia, nawet w sprawach, w których sam
doskonale da sobie radę. Nie zmienia to jednak faktu, że wielu ludzi czuje
obecność anioła stróża i daje im ona pewność, że nie są zdani wyłącznie na
własne siły. Zapewnia także poczucie bezpieczeństwa i nadzieję w trudnych
chwilach, a także pewność, że ktoś czuwa, byśmy zmierzając do Boga jednak nie
skręcali w zbyt ciemne zaułki.
Oczywiście nic nie stoi na
przeszkodzie, by osoby posiadające już pewną wiedzę na temat świata duchowego skontaktowały
się bezpośrednio ze swoim aniołem stróżem. Odpowiednie przygotowanie (warto znać Księgę mediówAllana Kardeca i zapewnić sobie kontakt z najbliższą grupą spirytystyczną)
pozwoli uniknąć możliwych nieporozumień w tej kwestii. W Księdze Duchów czytamy: Istnieje pewna teoria, która powinna przekonać największych niedowiarków swoim urokiem i słodyczą: to ta dotycząca aniołów stróżów. Jeśli pomyślimy, że mamy zawsze przy sobie istoty od nas doskonalsze, które w każdej sytuacji udzielą nam rad, podniosą na duchu, pomogą wspiąć się na stromą górę dobroci; istoty będące najpewniejszymi i bardziej oddanymi przyjaciółmi niż ci, z którymi możemy się zaprzyjaźnić na Ziemi, czy nie jest to idea, która niesie ogromną otuchę? Istoty te wypełniają swoje zadanie z nakazu Boga. To On umieścił je blisko was i pozostają tam z miłości do Niego, by wypełniać przy was piękną, ale trudną misję. Zgadza się, gdziekolwiek nie pójdziecie, anioł stróż będzie przy was: w więzieniu, szpitalu, miejscach rozpusty, gdy będziecie sami. Nic nie rozłączy was z tym przyjacielem. Nie możecie go zobaczyć, ale wasza dusza czuje jego delikatne impulsy i słucha jego mądrych rad.
Anioł stróż...nie wierzysz? Zobacz ;)
Na razie tyle o aniołach stróżach... Na koniec zdradzę wam coś
osobistego: jestem już dużym chłopcem, ale nadal wzruszają mnie te aniołki na
katolickich obrazkach...