Na naszym ostatnim
spotkaniu prowadziliśmy pouczającą dyskusję o różnicach
między ludźmi i o tym, jak te różnice wpływają na sposoby poznawania filozofii
spirytystycznej. Temat ten pokazuje, że wprawdzie łączy nas wspólne
zainteresowanie światem duchów, ale zbliżamy się do niego różnymi drogami. Mamy rozmaite oczekiwania i inne potrzeby wobec spirytyzmu.
Jedni patrzą
na spirytyzm jak na religię. Doktryna spirytystyczna uzupełnia tu albo zastępuje
zaangażowanie człowieka w życie Kościoła; czasami odpowiada na
pytania, na które nie odpowiadają tradycyjne systemy religijne, a przy tym nie
zmusza, aby definitywnie od nich odchodzić. Bywa też oczywiście, że spirytyzm
daje ludziom duchowe spełnienie i w wymiarze religijnym niczego już więcej nie
potrzebują - zostają w ruchu spirytystycznym na stałe i czują się w nim dobrze. Spirytyzm jest dla nich środkiem do doskonalenia moralnego i zachętą
do otwartego spoglądania na świat, co przekłada się na życie z rodziną i w pracy,
w kontaktach z bliskimi oraz obcymi.
Dzięki
książkom, filmom i wykładom filozofią spirytystyczną coraz częściej interesują
się także ludzie młodzi, którzy budują swoją tożsamość, szukają zrozumienia
rzeczywistości i pragną zdobywania nowej wiedzy. Sam poznałem spirytyzm właśnie
dzięki książkom, kierowany podobnymi pobudkami w czasie studiów. Dopiero
kolejnym krokiem było dla mnie bardziej praktyczne zaangażowanie w ruch
spirytystyczny. Oczywiście zdarza się, że wielu po okresie
fascynacji tematem porzuca go i szuka dalej. Nie ma tu żadnej reguły.
Jakkolwiek droga każdego z nas jest odmienna, dla spirytystów zawsze dużą satysfakcję
daje fakt, że osoby, które spirytyzmem zainteresowały się na chwilę i odeszły
od niego, zdążyły dowiedzieć się czym on naprawdę jest oraz przekonały się, że
nie ma tu mowy o jakiejś czarnej magii, okultyzmie, szatańskich praktykach,
zabobonach i innych rzeczach, które różni ludzie we własnym interesie
przypisują naszemu środowisku.
Do ośrodków spirytystycznych często przychodzą również osoby, które szukają pocieszenia po śmierci kogoś bliskiego. Spirytyści muszą uważać, aby traktować je z odpowiednim wyczuciem i zrozumieniem.
Wbrew stereotypowemu spojrzeniu, tutaj naszym zadaniem nie jest
wcale próba szybkiego nawiązania kontaktu ze zmarłym. Jako pierwszorzędne
należy raczej potraktować wsparcie oferowane cierpiącym w ich próbach odnalezienia się po
stracie, w ponownym odkryciu sensu życia, powrocie do zaangażowania w życie
codzienne i kontakty z innymi ludźmi. Oczywiście każdy z nas ma różne predyspozycje
do takiej pomocy. Szczególnie pomocni stają się tu spirytyści, którzy
jednocześnie są wykształconymi psychologami i potrafią zaoferować profesjonalną pomoc terapeutyczną. Ale nawet jeśli nie umiemy rozmawiać z innymi jak prawdziwi psychoterapeuci i brakuje nam wiedzy, czasami
wystarczy już, że wykształcimy w sobie umiejętność słuchania i otworzymy się na
drugą osobę. Pocieszenie mogą nieść także wartościowe artykuły
oraz książki, napisane przez autorów kompetentnych i uczciwych wobec
czytelnika, tj. takich, którzy nie chcą wykorzystać ludzkiej tragedii do
zdobywania korzyści materialnych i nachalnego propagowania własnych poglądów,
ale mają na celu niesienie wsparcia i ulgi w zmaganiach z trudnościami
życiowymi. Taką książką, którą możemy zaoferować w podobnych sytuacjach jest Kto
się boi śmierci? Richarda Simonettiego, która – według słów samego autora –
jest „czymś w rodzaju elementarza na temat śmierci, który interesowałby
każdego, niezależnie od wyznania, bo przecież nikt nie uniknie bezpośredniego
kontaktu z tym zjawiskiem, czy to przechodząc przez swoją własną śmierć, czy
doświadczając odejścia kogoś bliskiego”.
Pozostaje przy
tym pamiętać, że żadna książka nie zastąpi nam kontaktu z drugim człowiekiem, a
relacje z innymi też rządzą się swoimi prawami. Samo wysłuchanie trosk drugiej
osoby wymaga podporządkowania się pewnym regułom. Przypomina mi się tu niezwykłe
i bardzo bliskie ideałowi spirytystycznemu, podejście wybitnego polskiego psychiatry
Antoniego Kępińskiego (zm. w 1972). W artykule wspomnieniowym, poświęconym
temu wspaniałemu lekarzowi znajdujemy taki fragment: "Kępiński [...] realizował zasadę, że psychiatrii można się nauczyć jedynie w kontakcie
z chorym, w dialogu z nim. Rozmowę z chorym uważał za najlepszą lekcję
psychiatrii. Uprawiał przy tym partnerski stosunek do chorego, dbając o to, aby
płaszczyzna kontaktu była pozioma. Przy swojej cierpliwości słuchania nie mógł
zrozumieć, jak pacjent może znudzić psychiatrę; denerwował się gdy ktoś
twierdził, że to “banalny przypadek”. Kiedy studenci znudzeni słuchaniem
chorego prosili o spotkanie z następnym pacjentem, oburzał się: Człowiek wam
się znudził!”[1].
Profesor Józef Bogusz wspominał Kępińskiego: „był dla chorego najwierniejszym z wiernych. Hojną dłonią rozdawał im, nie zdając sobie zresztą z tego sprawy, najpiękniejsze i najcenniejsze dary, bo dary umysłu i serca. Obawiali się psycholodzy, że w związku z jego śmiertelną chorobą nastąpią przypadki samobójstw u niektórych jego pacjentów. Nie ma życia dla chorego, skoro umarł jego lekarz. Czyż może być mocniejszy wyraz tego najpiękniejszego wśród stosunków międzyludzkich, stosunku lekarz – pacjent?”[2].
![]() |
prof. Antoni Kępiński (1918-1972) |
Profesor Józef Bogusz wspominał Kępińskiego: „był dla chorego najwierniejszym z wiernych. Hojną dłonią rozdawał im, nie zdając sobie zresztą z tego sprawy, najpiękniejsze i najcenniejsze dary, bo dary umysłu i serca. Obawiali się psycholodzy, że w związku z jego śmiertelną chorobą nastąpią przypadki samobójstw u niektórych jego pacjentów. Nie ma życia dla chorego, skoro umarł jego lekarz. Czyż może być mocniejszy wyraz tego najpiękniejszego wśród stosunków międzyludzkich, stosunku lekarz – pacjent?”[2].
Zobacz też:
[1] http://pracownia4.wordpress.com/2011/08/31/mistrz-antoni-kepinski/
[2] http://pracownia4.wordpress.com/2011/08/31/mistrz-antoni-kepinski/
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz